



Ophelia is a Monster High Ghoulia doll, repainted by me with watercolor pencils, pastels and acrylic.




Meet sweet Marie! She was a gift from my dear friend Ewa, who just loves rescuing poor creatures from being forgotten. Marie started out as a poor quality Frankie Stein fake, waiting patiently for someone to discover her potential. The very moment I saw her I knew she was destined for greater purpose. We needed just one day to transform this poor Frankie Stein knockoff into the proud Queen of France.







Meet Echo.
She is the spirit of late winter, thawing lakes covered in mist and dry straw that is just about to be reborn after long cold season. Echo lives among the nests of wild birds and looks after their eggs that are about to hatch as soon as the Spring comes. She has dry flowers in her ash blonde hair, and her dress is woven from dust-covered spider web. Her eyelashes are milky white because of dew that still freezes at dusk in March. As soon as it gets warm, and the birds no longer need her help, she will hibernate until next year's early Spring days.







Tej nocy Rosie miała bardzo dziwny sen. W dziwnej, niemodnej sukience z bufiastymi rękawami biegła przez łąkę. Jej nieokiełznane włosy były spięte niedbale na czubku głowy, a w pojedynczych niesfornych kosmykach zadomowiły się motyle.
Rosie, a raczej postać, która zawładnęła jej snem, biegła przez łąkę, nucąc pod nosem melodie przywołujące na myśl koniec lata. Zrywała kwiaty i wplatała we włosy, żeby motyle poczuły się swojsko, skoro już przyszło im zamieszkać w jej bujnej czuprynie.
Usiadła pod wiekowym, rozłożystym drzewem jabłoni i strząsnęła z sukienki pył, który osiadł na niej podczas całodniowych pląsów. Zatopiła się w marzeniach o fiołkowych oczach, wielkiej romantycznej miłości i kasztanowych włosach.
Kiedy postać zasnęła w końcu wśród zielonych muskających jej twarz traw, Rosie obudziła się we własnym pokoju, a sen odpłynął łagodnie pozostawiając po sobie ciepłe wspomnienie pachnącej latem łąki na małej Kanadyjskiej wysepce.







Tego dnia migotliwe promienie wczesno-wiosennego słońca sprawiły że Rosie na chwilę zapomniała o wszechobecnym chłodzie i pokrywającej ziemię lodowej skorupie. Pomysły na spędzenie dnia pączkowały w wyobraźni jak wyrastające na piecu drożdże a chęć do działania wypełniała każdą komórkę jej małego ciałka. Wyciągnęła z szafy ciepły sweter, a w starej encyklopedii znalazła zasuszone zeszłego lata płatki kwiatów.
Wyobraziła sobie że jest Anią Shirley, w końcu łączyły je piegi i ognisty kolor włosów, (które co prawda mogłyby być bardziej kasztanowe...)
Przechadzała się po zaniedbanej polnej dróżce zagubionej gdzieś na Wyspie Księcia Edwarda. Spędziła tam cudowny, leniwy dzień wśród kwitnących drzew, przechadzając się po miękkim dywanie z wiosennej trawy, słuchając arii owadów w koronach jabłoni i wdychając cudowny zapach rozgrzanej słońcem ziemi.
Dopiero zachód słońca przywrócił ją do rzeczywistości i przypomniał słowa Ani:
"Najgorsze jednak w wyobraźni jest to, że przychodzi chwila, w której trzeba przerwać marzenie, a to bardzo boli."







This morning Rosie woke up in the snow globe. White petals were floating all around her, and the ground was covered with a thick layer of pure ivory blanket; it seemed the world just took a nap which was smoothly transformed into a deep sleep. A little confused, she looked at the snowflakes for a while. Her bare feet touched the ground, but she barely felt the freeze. Her nightdress was now replaced by the silver corset made of stardust and icy tulle skirt. Her head was proudly adorned with pearly white icicles crown. Rosie knew that the globe was her kingdom now. For one day she was the Snow Queen.
Meet my dear Rosie! She is the Basaak, my first Blythe clone. She has mohair reroot, carved lips and nostrils and new eyechips. She is my first finished custom. I bought her as I wanted to practise customization . I thought that it would be easy for me to treat her just as an experiment, but I was wrong. She appeared to be the more perfect version of myself:)






